KWARTALNIK | NR 2/2020 | 12.20 - 06.21 | CZASOPISMO POSTPENITENCJARNE

Nastoletni Azyl

Skąd pomysł na powstanie Nastoletniego Azylu?

Angelika Friedrich: Pomysł narodził się w mojej głowie, gdy odkryłam, że istnieje bardzo mało stron, gdzie młodzi ludzie mogą znaleźć zrozumienie i wsparcie. Dwa lata temu była jeszcze tylko jedna platforma psychoedukacyjna, a ja kończyłam własną terapię i chciałam się podzielić wnioskami z niej. Pisanie w zeszycie szybko mi się znudziło, zapominałam o tym. Postanowiłam wtedy skorzystać z technologii i tak powstał Nastoletni Azyl.

Co sprawia największy kłopot, trudność w prowadzeniu projektu?

AF: Nie da się ukryć, że największym problemem dla mnie jest fakt, że mimo moich największych starań prowadzenie Azylu stało się dla mnie pracą, którą wykonuję 24/7. Dopiero niedawno nauczyłam się oddzielać życie prywatne od azylowych zajęć.

Jakie są cele Nastoletniego Azylu? W jakim kierunku chcecie się rozwijać?

AF: Jednym z największych celów jest polepszenie sytuacji psychiatrii dzieci i młodzieży, ale niestety nie jest to możliwe bez pomocy ze strony rządu, który aktualnie nie robi prawie nic w tej sprawie. Póki co skupiamy się na psychoedukacji nastolatków, rodziców i przeróżnych specjalistów pracujących z młodzieżą. W przyszłości chcielibyśmy stać się fundacją, dzięki czemu moglibyśmy pomagać jeszcze bardziej np. poprzez organizacje warsztatów, grup wsparcia… Planów jest wiele, nasze głowy są pełne pomysłów.

Czy były przypadki, kiedy do Nastoletniego Azylu zgłaszały się osoby, które dziękowały za pomoc bloga w poprawie dobrostanu?

AF: Tak! Tych przypadków jest ogromna ilość – nie byłabym w stanie ich zliczyć. Nie raz przeczytałam, że Nastoletni Azyl „uratował komuś życie”. To niesamowite! Takie słowa dodają nam skrzydeł i siły na dalsze działania.

ZAŁOGA

Jak dużą rolę odegrał blog jako element terapii? Czy był to początek drogi wychodzenia z problemów? Czy może dopiero po innych oddziaływaniach założycielka Angelika znalazła siłę na publikacje w internecie?

AF: Blog powstał dopiero po dwóch latach od momentu rozpoczęcia przeze mnie psychoterapii. Zaczęłam publikować swoje wpisy, gdy czułam się już w miarę silna. Od zawsze uwielbiałam pomagać, a swoją historią chciałam inspirować i dawać nadzieję innym. Moim celem było pokazywać, że zły dzień trwa tylko 24 godziny, a jutro może być zupełnie inne. Teraz wiem, że założenie platformy było najlepszą decyzją w moim życiu. Dzięki niej czułam, że mam po co walczyć i wiedziałam, że nigdy nie jestem w tym sama. Nastoletni Azyl bardzo mi pomógł, ale to głównie chodzenie na psychoterapię i bardzo ciężka praca wykonana przeze mnie tam uratowała mi życie.

W skład załogi Nastoletniego Azylu wchodzą psycholożki, ale także osoby, które zmagały się z problemami psychicznymi i znają je z własnego doświadczenia. Jak wygląda praca w takim zespole?

AF: Wszyscy pracujemy poprzez platformę Workplace – to nasze główne narzędzie komunikacji. Sprawia to też, że nie mieszamy swojego prywatnego życia z Azylem.

Praca w naszym zespole jest przyjemna. Otaczamy się wzajemnym zrozumieniem, każdy z nas robi tyle, na ile ma siłę i czas. Jesteśmy też dla siebie wsparciem.

Za tym jak aktualnie wygląda Azyl stoi aż 10 osób! Każda z nas wkłada cegiełkę i udaje nam się zbudować całkiem solidny dom.

Czy z powodu otwartego mówienia o swoich problemach założycielkę Angelikę i inne członkinie zespołu spotkały jakieś nieprzyjemności?

Agnieszka Bartoszewska, ogarniaczka Instagrama Nastoletniego Azylu: Miałam kilka sytuacji, że ktoś mówił, że zaczęłam mówić o swoim problemie dla atencji, żeby zwrócić uwagę na sobie. Były to jednak osoby, które nie miały ze mną dobrego kontaktu, więc myślę, że było to mówione specjalnie, ponieważ lubiły mi dogadywać.

Weronika Snoch, Koordynatorka ds. artykułów gościnnych: Niestety codziennie spotykam się z dyskryminacją i stygmatyzacją (online i na żywo). W Internecie często przypisuje mi się etykietkę „dwubiegunowej”, ze względu na chorobę. Używanie terminów medycznych w mowie potocznej jest krzywdzące. Choroby psychiczne nie są przymiotnikami! W życiu rzeczywistym nieprzyjemności głównie wynikają z jakichś powodów np. widoczne blizny na ciele czy niedyspozycja w stanie gorszego samopoczucia. Zauważam wtedy bardzo napiętą atmosferę, pogardliwe spojrzenie lub obgadywanie. Czasami padają głośne komentarze, z czym sobie nie radzę.

Joanna Majchrzak: Chyba największa nieprzyjemność, która mnie spotkała to brak akceptacji ze strony mamy i znajomych. Bardziej chodziło o to, aby się nie przyznawać, bo to przecież „wstyd”. Brak akceptacji sprawił doprowadził do pogorszenia się mojej relacji z mamą oraz do zerwania kontaktu przez moich ówczesnych znajomych.

Co jest najtrudniejsze w życiu z problemami zdrowia psychicznego, dla Was i Waszych bliskich?

AG: Dla mnie najtrudniejsze jest to, że dostęp do leczenia psychiatrycznego w Polsce jest trudny. O wiele łatwiej żyje się, gdy nie trzeba martwić się o wizytę u psychiatry czy psychologa. Dla moich bliskich może to, że nie zawsze rozumieją, co się ze mną dzieje.

WS: Nie potrafię określić dokładnie. Męczy mnie wiele kwestii. Choruję od ponad ośmiu lat. Momentami nie odróżniam myśli związanych z chorobą od rzeczywistości.

Najczęściej doskwiera mi samotność, mimo że otrzymuję wsparcie od znajomych poznanych w Internecie. Poczucie osamotnienia doprowadza mnie do ataków paniki. Bardzo boję się odrzucenia. Najgorzej jest, kiedy ktoś jest tego świadomy, pozwala mi się przywiązać i nagle znika. W takich sytuacjach ból narasta. Czuję się jakby ktoś zabrał część mojego życia, której już nigdy nie odzyskam. Towarzyszy mi również chroniczna pustka. Ciężko opisać to uczucie słowami. Myślę, że można to porównać do próżni. Niestety, kiedy doskwiera mi mania, cierpią też moi bliscy. Jestem wtedy bardzo rozdrażniona. Zdarza się, że zareaguję na ich działania agresywnie, czego później bardzo żałuję.

JM: W moim przypadku najtrudniejsza jest chyba niestabilność. Nigdy nie wiem, kiedy i w jakim momencie moje zaburzenie powróci. Dla mojej rodziny i przyjaciółki też jest to trudne.

Na pewno Wasza skrzynka odbiorcza na Instagramie pęka w szwach. Z czym najczęściej zgłaszają się do Was osoby? Jakie problemy je dręczą?

AF: Najczęściej piszą do nas ludzie, którzy nie mają pojęcia, gdzie znaleźć pomoc, albo jak powiedzieć rodzicom o tym, że sobie nie radzą. A właśnie o tym piszemy m. in. w naszych artykułach.

Warto też zaznaczyć, że nie jesteśmy poradnią psychologiczną online. Na wszystkie wiadomości odpisuję ja, Weronika [Weronika Snoch – przyp. red.], lub Agnieszka [Agnieszka Bartoszewska – przyp. red], a nie czujemy się odpowiednimi osobami do dawania rad. Przez Internet nie jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka, nie wiemy kto siedzi po drugiej stronie.

Czy chciałybyście coś przekazać ludziom zmagającym się z różnego rodzaju problemami czy chorobami?

AF: Drodzy i drogie, pamiętajcie, że każdy zły czas kiedyś się skończy. Po deszczu wychodzi tęcza, a po burzy słońce.

Nigdy nie jesteście samotni – zawsze znajdzie się osoba, która Wam z chęcią pomoże. A jakakolwiek choroba nie świadczy o Waszej wartości, bo nie jesteście swoimi zaburzeniami.

Jakie sposoby radzenia sobie z chorobą wypracowałyście? Co daje Wam ukojenie, uspokaja Wasz umysł?

WS: Przede wszystkim terapia i wsparcie psychologiczne. Staram się działać wielotorowo. Obecnie współpracuję z trzema specjalistami. Dzięki temu zachowuję jakąkolwiek równowagę w życiu. Leki przepisane od psychiatry stabilizują moje objawy, ale najważniejszą pracę wykonuję jednak podczas sesji terapeutycznych. Psychoedukuję się i przerabiam swoje problemy. Nauczyłam się metody, którą stosuję na co dzień – postawienie siebie w roli opiekuńczego rodzica i dziecka jednocześnie.
Często uciekam także w naturę. Dużo spaceruję, obserwuję zmiany zachodzące w przyrodzie, fotografuje ją.

Wytężam swoje wszystkie zmysły, by odwrócić uwagę od tego co mnie przytłacza. Nauka uważności pozwala mi intensywniej doświadczać tego co znajduje się dookoła.

JM: U mnie bardzo sprawdza się rozmowa, jednak tylko twarzą w twarz. To niekoniecznie musi być rozmowa o tym, co się u mnie dzieje, ale w trudnych momentach potrzebuje, by ktoś do mnie mówił. Dużo pomaga mi praca z dziećmi, pozwala mi się odstresować i chociaż na chwilę oczyścić głowę.  Nie mogłabym również zapomnieć o pisaniu i czytaniu. Książki to coś co pozwala mi przenikać do innego świata.

Co zabrały, a co dały Wam Wasze problemy?

AB: Moje problemy na pewno zabrały mi dużą część mojego życia, straciłam ponad pół roku na intensywnym leczeniu szpitalnym. Straciłam wtedy też wiele osób, które nie zrozumiały mojego problemu. Zyskałam jednak wielu prawdziwych przyjaciół, w związku ze swoim zaburzeniem rozwinęłam też wiedzę psychologiczną i zdobyłam zainteresowanie nią, a także odkryłam w sobie wewnętrzną siłę.

WS: To bardzo bolesny temat. Przez te lata straciłam na pewno wiele czasu. Czasu, który mogłam poświęcić na pasje – teatr czy fotografię. Najbardziej jednak jest mi żal osób, które ode mnie odeszły. Jak już wcześniej wspominałam, źle sobie radzę ze stratą bliskich. Każde takie opuszczenie odciska na mojej psychice ogromne piętno. Nie potrafię zrozumieć jak osoby, które przyrzekały mi obecność i wsparcie nagle znikają i wymazują mnie ze swojego życia. Z drugiej strony traktuję to też jako pozytyw, ponieważ dokonała się dzięki temu selekcja wśród moich znajomych. Pokazało mi to kto da mi prawdziwe wsparcie. Komu tak naprawdę na mnie zależy.

NASTOLATKOWIE

Co ekipa Nastoletniego Azylu zmieniłaby w polskim systemie edukacji, aby zwiększyć świadomość problemów psychologicznych wśród młodzieży i dorosłych?

AF: Jako osoba, która skończyła liceum w tym roku dostrzegam wiele zaniedbań m. in. w systemie edukacji. Nikt w szkole przez te wszystkie lata nie uczył mnie i moich rówieśników, jak radzić sobie z trudnymi emocjami. Nikt nie mówił nam co zrobić, gdy najbliższa przyjaciółka chce odebrać sobie życie. Znam za to wzory skróconego mnożenia albo potrafię wytłumaczyć reakcje chemiczne. Rozumiem, że szkoła uczy nas ważnych rzeczy, ale nauczyciele nie mają nawet czasu, aby porozmawiać z nami o istotnych dla nas tematach. Program nauczania jest przepełniony zupełnie nieistotnymi elementami. Chciałabym, żeby moi młodsi koledzy mogli po szkole na spokojnie odpocząć, jednocześnie nie czując stresu, że na jutro mają 3 kartkówki, zadanie i sprawdzian. Próbując zmieniać psychiatrię dzieci i młodzieży musimy zmienić system edukacji.

Jaki jest najczęstszy błąd popełniany przez rodziców nastolatków z problemami ze zdrowiem psychicznym?

Sabina Iskierka, opiekunka merytoryczna strony: Trudno to nazwać błędem, ale częstą trudnością jest brak wiedzy u osób dorosłych na temat problemów natury psychicznej. W związku z tym rodzice początkowo mogą nie zauważać zmian w zachowaniu dziecka lub przypisywać im zupełnie inne przyczyny, np. niegrzeczny – dla dziecka z ADHD, leniwy, bez ambicji – dla osoby z depresją, itp.

Unieważnianie i bagatelizowanie zachowań i uczuć dziecka, kiedy ono bezpośrednio zwraca uwagę na swoje problemy. Zwyczajne niedopuszczanie, że dzieci mają poważne problemy! „Wymyśla”, „Bierze przykład lub naśladuje koleżanki”, „Taki wiek, to mu przejdzie”, „Jakie Ty możesz mieć problemy”. To tylko nieliczne przykłady komunikatów, które może słyszeć młody człowiek.

Czasami rodzice mogą odczuwać wstyd z powodu problemów psychicznych dziecka, mogą czuć się winni, że to przez nich dziecko ma problemy. Wtedy próbują problem ukryć lub korzystają z pomocy, ale w tajemnicy przed innymi bliskimi, pozbawiając się w ten sposób możliwości wsparcia. Każda choroba jest po prostu chorobą i należy podchodzić do niej z taką samą troską i zaangażowaniem.

Czego należy uczyć nastolatków, aby byli lepiej przygotowani na trudy związane z wejściem w dorosłe życie?

SI: Przede wszystkim od najmłodszych lat, najlepiej już od przedszkola, warto uczyć rozpoznawania i rozumienia uczuć oraz radzenia sobie z nimi. Nauka tych umiejętności może pomóc w tym trudnym okresie, jakim jest dorastanie. Warto uczyć i rozwijać w młodych osobach m.in. empatię, postawę asertywną, poczucie własnej wartości i samoakceptację. Ważne jest, aby zajęcia były praktyczne, a nie czysto teoretyczne np. uczyć cierpliwości za pomocą treningów uważności, aby rozwijać również poczucie sprawczości i przekonanie, że dziecko czy nastolatek da sobie radę. Osiągnięcie tych celów należy zacząć od solidnej psychoedukacji i wielu godzin warsztatów z psychologami. Potrzeba dużo czasu na obalenie mitów i stereotypów związanych ze zdrowiem psychicznym.

Gdzie należy szukać pomocy w kwestii zdrowia psychicznego, jeśli nie można liczyć na wsparcie ze strony najbliższych?

AF: Pomoc można znaleźć np. dzwoniąc na 116 111. Jest to telefon zaufania dla dzieci i młodzieży. Działa wiele grup wsparcia na Facebooku, ale tu ważne jest, żeby przed dołączeniem sprawdzić np. czy grupa monitorowana jest przez specjalistów oraz czy posty są przed dodaniem sprawdzane przez administrację.

Uczniowie i uczennice pomoc i zrozumienie często znajdą też u pedagoga szkolnego lub psychologa pracującego w szkole. Czasem nawet nauczyciele zachęcają do przyjścia z problemem. Jednocześnie uważam, że najbardziej rzetelną pomoc oferują psychoterapeuci, psycholodzy i psychiatrzy, ale u osób niepełnoletnich potrzebna raczej zawsze jest zgoda rodzica lub opiekuna prawnego.

Jak pandemia wpłynęła na zdrowie psychiczne członkiń Nastoletniego Azylu?

WS: Od marca trwałam w jakimś dziwnym stanie. Gdyby ktoś mnie zapytał w kwietniu jaki mamy miesiąc, to z pewnością nie potrafiłabym odpowiedzieć. Straciłam poczucie czasu.

Próbowałam przygotowywać się do matury. Byłam zaniepokojona dezinformacją w związku z nadchodzącym egzaminem. Decyzje były przekazywane na ostatnią chwilę, przez co stres zapanował nad moim życiem. Codziennie doskwierały mi somatyczne objawy: ból brzucha, mdłości, migrena. Odizolowanie od społeczeństwa przyniosło większe straty niż myślałam. Kiedyś uważałam, że potrafię żyć bez ludzi. Te kilka miesięcy w osamotnieniu uświadomiły mi, że jest odwrotnie. Nie miałam też dostępu do opieki zdrowotnej. Moja poradnia została zamknięta i niestety nie prowadzono nawet teleporad. Uważam jednak, że całkiem dobrze sobie radziłam. Staram się zauważać pozytywy i wyciągać z danej sytuacji jak najwięcej korzyści.

JM: Mówiąc o całokształcie pandemii to wpłynęła na mnie strasznie pod względem emocjonalnym. Ja jestem raczej osobą, która potrzebuje fizycznego kontaktu z drugim człowiekiem. Faktem jest, że kiedy był pierwszy lockdown, to trochę nawet się cieszyłam, bo w tamtym momencie naprawdę potrzebowałam odpoczynku od studiów i pracy. Natomiast to dla mnie trwało zdecydowanie za długo. Brak kontaktu z innymi sprawił, że zaczęłam się izolować, więcej czasu spędzałam w Internecie, praktycznie nie wychodząc z łóżka, później pojawił się strach o moich bliskich, a to spowodowało, że miałam niestety nawrót. Dziś jest dobrze, ale szykują się kolejne zamknięcia i strasznie się tego boję.

Judyta Kaźmierczak, Wiktor Tkaczyk
WYDAWCA: STOWARZYSZENIE INICJATYWA OBYWATELSKA "PRO CIVIUM" | WAYS TO GO | 2/2020 | STRONA 7

Informujemy, że czasopismo Ways to Go stało się częścią nowej formuły czasopisma PostPenit. Zapraszamy do lektury. Przepraszamy za powstałe niedogodności.

NUMER 1 | 26.06.2021

Nowy

Na ten numer Ways to Go musieliśmy trochę poczekać. Jednak jestem pewna, że warto! Wraz z nim prezentujemy Państwu nową odsłonę naszej strony – szybszą, z odświeżonym designem i nowymi opcjami. Od kilku miesięcy pracowaliśmy nad tym, aby nowy numer kwartalnika był obszerny i ciekawy. Nasi redaktorzy spisali się na medal. Czekamy na Państwa opinie i uwagi!

NUMER 2 | 22.12.2020

Z radością publikujemy już drugi numer naszego kwartalnika Ways to Go. W tym wydaniu staraliśmy się przybliżyć na tyle, na ile to możliwe informacje o tym, co naprawdę dzieje się w polskich więzieniach oraz przenalizowaliśmy pewne istotne kwestie prawne dotyczące osób pozbawionych wolności, a także porównaliśmy ze sobą różne systemy penitencjarne w Europie.

NUMER 1 | 9.10.2020

Premiera naszego Kwartalnika to dla nas bardzo ważna chwila. Oddajemy w Państwa ręce treści, które są dla nas istotne i którymi pragniemy się podzielić. Mamy nadzieję, że spełnimy naszą misję – wskażemy tytułowe „drogi wyjścia” osobom, które znalazły się na życiowym zakręcie. Pomoc jest bardzo ważna.

Menu