KWARTALNIK | NR 1/2020 | 09-11.2020 | CZASOPISMO POSTPENITENCJARNE | DAROWIZNA ZA DOSTĘP: 3 PLN

NIE MA LEPSZYCH TEMATÓW NIŻ WIĘZIENIE?

Rozmowa z Niną Olszewską, autorką serii reporterskiej „Pudło. Opowieści z polskich więzień”.

KAROLINA LASOTA: W trakcie pracy nad książką „Pudło. Opowieści z polskich więzień”, miała Pani możliwość odwiedzić wiele zakładów karnych i prowadzić rozmowy z wieloma skazanymi. Dlatego też naszą dzisiejszą rozmowę chciałabym poświęcić właśnie więziennictwu z Pani perspektywy. Zanim jednak przejdziemy do meritum… ciekawa jestem, jak kształtowały się Pani plany na własną przyszłość? Podejrzewam, że jako dziecko nie przyszło Pani nigdy na myśl, że kiedyś zostanie Pani autorką reportaży, które dotykają tak ciężkiego tematu, jakim jest więziennictwo.

NINA OLSZEWSKAOd dziecka chciałam pisać. Szczegóły tego marzenia zmieniały się wraz z lekturami, które czytałam na danym etapie, czyli najpierw chciałam pisać książki przygodowe, potem ambitne powieści, a w międzyczasie stałam się dorosła, przyszedł czas na reportaż i wtedy znalazł mnie mój temat.

KAROLINA LASOTA: W odniesieniu do poprzedniego pytania, mam jeszcze jedno – co zachęciło Panią do zainteresowania się akurat tą tematyką?  Nie ma lepszych tematów niż więzienie? (śmiech)

NINA OLSZEWSKA: Na razie nie udało mi się znaleźć tematu, który zainteresowałby mnie bardziej niż więzienia, więc możliwe, że nie ma (śmiech). Pierwszy raz poszłam do więzienia jako reporter, żeby napisać o pracy osadzonych. Miałam w planie tylko ten jeden reportaż i jeden temat, ale te pierwsze rozmowy z osadzonymi uświadomiły mi, że jest jeszcze wiele innych spraw, o które chcę ich zapytać.

KAROLINA LASOTA: Czy miała Pani jakieś obawy związane z prowadzeniem rozmów ze skazanymi? Odczuwała Pani lęk, strach, a może towarzyszyły Pani jakieś inne odczucia związane z miejscem, w którym się Pani znalazła?

NINA OLSZEWSKA: Najczęściej rozmawiałam z osadzonymi na terenie zakładów karnych, czyli pod opieką Służby Więziennej. Wiedziałam, że nie mam się czego bać, bo funkcjonariusze nie pozwoliliby mi spotkać się z kimś niebezpiecznym bez ochrony. O każdą wizytę za murami musiałam się postarać, często wymagało to ode mnie sporego wysiłku i cierpliwości. Za każdym razem wchodząc tam wiedziałam, że kolejnego pozwolenia może nie być, że prawdopodobnie nie będę miała okazji spotkać się drugi raz z tymi bohaterami. Wiedziałam, że mam tylko jedną szansę, jedną rozmowę – w pracy reportera nie jest to prosta sytuacja. Duża presja, stres, adrenalina – takie mam przede wszystkim wspomnienia związane z wchodzeniem do więzienia.

KAROLINA LASOTA: Niektóre rozmowy ze skazanymi trwały krócej, inne dłużej. Czy w tym czasie któryś ze skazanych zdążył Pani zaimponować?
Jeśli tak, to czym?

NINA OLSZEWSKA: Największe wrażenie zrobili na mnie osadzeni, którzy starają się być dobrymi ojcami zza krat. Rozmawiałam z kilkoma mężczyznami, którzy mimo skomplikowanych losów i nieraz długich wyroków, robią, co mogą, by ich dzieci jak najsłabiej odczuwały brak ojca w domu. Wymaga to od osadzonych determinacji i dojrzałości oraz poczucia odpowiedzialności za rodzinę. Od funkcjonariuszy słyszałam, że nie jest to zbyt częste.

KAROLINA LASOTA: Niektórzy twierdzą, że resocjalizacja nie istnieje. Jak odnosi się Pani do tego stanowiska? Czy Pani zdaniem resocjalizacja w zakładach karnych istnieje i ma realne szanse na powodzenie?

NINA OLSZEWSKA: Podstawą resocjalizacji jest gotowość osadzonego do pracy nad sobą. Nie ma takich programów resocjalizacyjnych, które „naprawiłyby” kogoś, kto nie jest zmianą zainteresowany. Rozmawiałam z wieloma osobami, które potrafiły skorzystać z czasu odsiadki i pracować nad sobą. Kara pozbawienia wolności bywa okazją do stawienia czoła uzależnieniom, do pracy nad poprawą relacji rodzinnych, daje możliwość podjęcia uczciwej pracy, czasem pierwszy raz w życiu. Niektórzy moi bohaterowie za kratami pierwszy raz przeczytali książkę albo umyli zęby, mieli czas zastanowić się nad sobą, odkryć zainteresowania, talenty, czasem wiarę. Nie ma pewnie uniwersalnych działań resocjalizacyjnych, które byłyby skuteczne dla każdego osadzonego, jednak nawet jeśli niewielka ich część skorzysta, to warto próbować, a na pozostałych szukać innego sposobu.

KAROLINA LASOTA: Każda z osób, z którą prowadziła Pani wywiad, znalazła się w tym miejscu nie bez przyczyny. Jeśli miałaby Pani wskazać sposób na uniknięcie „odsiadki”, to co by to było? Czy dostrzegła Pani jakieś zależności między skazanymi, które doprowadziły ich do tego miejsca, w którym są teraz?

NINA OLSZEWSKA: W historiach moich rozmówców pojawiały się pewne powtarzalne elementy, które przyczyniły się do popełnienia przestępstwa: uzależnienia, środowisko, bieda, brak wsparcia w rodzinie, w instytucjach. Niektórych za kraty zaprowadziła chciwość. Najlepiej pamiętam jednak historię mężczyzny, który zabił swoją żonę i mówił mi, że powinni byli posłuchać córki, która namawiała ich na rozstanie. Tłumaczyła, że tworzą toksyczną relację. To brzmi tak prosto – wystarczyłoby rozwiązać małżeńskie problemy, wystarczyłoby się rozstać, by nie doszło do tragedii. Słyszałam więcej niż jedną taką historię.

KAROLINA LASOTA: A co sądzi Pani o partnerkach osób skazanych na długoterminowe kary pozbawienia wolności?

NINA OLSZEWSKA: Od funkcjonariuszy słyszałam sporo smutnych historii o kobietach, które czekają, bo są zastraszane, bo tkwią w niezdrowych relacjach, w których więzienie jest najmniejszym problemem. Rozmawiałam z mężczyzną, który mówił mi, że nie ma takiej miłości, żeby kilka lat na kogoś czekać, że na niego narzeczona czeka, bo jej się to opłaci.

Niektórzy rozmówcy opowiadali mi o heroicznych wręcz staraniach swoich partnerek, by nie tylko doczekać końca wyroku, ale też pomóc osadzonemu w realizowaniu obowiązków rodzinnych, żeby dzieci nie odczuły braku ojca. W Polsce w tej chwili w więzieniach jest około 72 tysięcy mężczyzn, co oznacza tysiące, czekających lub nie, kobiet, tysiące rodzin i historii. Tego nie można ogólnie ani opisać, ani tym bardziej ocenić. Ja optymistycznie zakładam, że nieraz te kobiety czekają i walczą o rodzinę z miłości.

KAROLINA LASOTA: Na pewno słyszała Pani wiele historii dotyczących tego, co dzieje się w więzieniach. Czego najbardziej bałaby się Pani, jeśli ktoś z bliskich Pani osób miałby się tam znaleźć?

NINA OLSZEWSKA: W opowieściach moich bohaterów najczęściej pojawiała się i najbardziej przygnębiała więzienna samotność. Wielu mówiło mi o tym, że za kratami nie można nikomu zaufać, nie można okazywać emocji, odsłaniać się. Generalnie o życiu w więzieniu niewiele dobrego można powiedzieć, bo nie jest to miejsce służące przyjemności, więc każdy, kto ma tam bliskich, ma też się o co martwić.

KAROLINA LASOTA: Przeprowadziła Pani wiele rozmów z osadzonymi. Czy zdarzyło się, że wyczuła Pani próbę manipulacji ze strony skazanych?

NINA OLSZEWSKA: Oczywiście. Najbardziej ewidentnych przypadków raczej nie opisywałam w książce. Zdarzało się, że moi rozmówcy wyraźnie koloryzowali, popisywali się, ale nie tylko osadzeni usiłują zrobić wrażenie, kiedy rozmawiają z dziennikarką.

KAROLINA LASOTA: Co najsilniej utkwiło Pani w pamięci po rozmowach z tymi ludźmi?

NINA OLSZEWSKA: Nie ma jednej takiej rzeczy. Jeśli jednak mam przywołać jedną, to jest nią historia mężczyzny, który udowodnił, że można robić straszne rzeczy, można spędzić wiele lat w więzieniu, a potem wyjść na prostą. Rozmawialiśmy dwadzieścia lat po tym, jak opuścił zakład karny.

KAROLINA LASOTA: Wiadomo, że w Polsce kary śmierci nie ma, ale jest to pytanie wracające co jakiś czas jak bumerang, dlatego chętnie dowiemy się, co Pani myśli na ten temat. Czy jest Pani za karą śmierci? Dlaczego?

NINA OLSZEWSKA: Jestem przeciwna karze śmierci. Zdarza się, że sądy się mylą, bywa, że na wyroki ma wpływ rasowa i ekonomiczna dyskryminacja. Uważam, że kara śmierci ma niewiele wspólnego ze sprawiedliwością.

KAROLINA LASOTA: A jaki ma Pani pogląd na kwestię natury człowieka – uważa Pani, że człowiek z natury jest zły, czy dobry? Czy ten pogląd w jakimkolwiek stopniu zmienił się u Pani po wizytach w zakładach karnych i rozmowach ze skazanymi?

NINA OLSZEWSKADobro i zło to słowa, których nie lubię używać, bo i zdefiniować je trudno, i świat jest trochę zbyt złożony na takie kryteria. Jeśli jednak muszę wybrać, przychylam się do koncepcji, że człowiek jest z natury dobry, tylko z socjalizacją różnie bywa. Rozmowy z osadzonymi utwierdziły mnie w tym. Spotkałam się na przykład ze starszym panem, który po raz drugi odbywa karę za znęcanie się nad rodziną i uważa, że siedzi za niewinność. Żył jak jego dziadek, jak ojciec, jak sąsiedzi i nie rozumie, dlaczego to akurat jego żona wsadziła do więzienia. Nie rozumie swojej winy. Widzę w tym wpływ wychowania, otoczenia, a nie złą naturę ludzką.

KAROLINA LASOTA: Czy w trakcie pracy nad książką spotkała Pani kogoś, kogo byłaby w stanie ocenić jako naprawdę złego człowieka? A może przeciwnie – poznała tam Pani kogoś, kogo byłaby w stanie nawet polubić?

NINA OLSZEWSKA: Moi rozmówcy najczęściej zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie, o czym często wspominam w książce, charakteryzując ich i relacjonując nasze rozmowy. Nikogo nie oceniłam w kategorii człowieka dobrego lub złego, ponieważ w ogóle staram się tego nie robić.

KAROLINA LASOTA: A teraz, przechodząc obok zakładu karnego, co jako pierwsze przychodzi Pani na myśl?

NINA OLSZEWSKA: Zakłady karne nigdy nie wywoływały we mnie negatywnych uczuć, ponieważ mój ojciec był przez 25 lat funkcjonariuszem Służby Więziennej i od dziecka mur aresztu kojarzyłam dobrze. Praca nad książką sprawiła, że trochę bardziej zwracam uwagę na jednostki penitencjarne, na przykład, kiedy jestem w nowym mieście.

KAROLINA LASOTA: Skazanym nie wolno oddawać honorowo krwi. Co sądzi Pani na ten temat?

NINA OLSZEWSKA: Skazani nie mogą być honorowymi krwiodawcami, ponieważ więzienia są miejscami podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o choroby zakaźne – takie znam uzasadnienie tej sprawy. Znam też statystyki zachorowań w więzieniach, bo są jawne i myślę, że potwierdzają słuszność obaw na tle bezpieczeństwa.

KAROLINA LASOTA: I wreszcie ostatnie pytanie: o czym będzie Pani następna książka?

NINA OLSZEWSKA: Tego jeszcze nie wiem, ale mam nadzieję, że mój kolejny temat szybko mnie znajdzie.

Rozmawiała Karolina Lasota
WYDAWCA: STOWARZYSZENIE INICJATYWA OBYWATELSKA "PRO CIVIUM" | WAYS TO GO | 1/2020 | STRONA 4

Informujemy, że czasopismo Ways to Go stało się częścią nowej formuły czasopisma PostPenit. Zapraszamy do lektury. Przepraszamy za powstałe niedogodności.

NUMER 1 | 26.06.2021

Nowy

Na ten numer Ways to Go musieliśmy trochę poczekać. Jednak jestem pewna, że warto! Wraz z nim prezentujemy Państwu nową odsłonę naszej strony – szybszą, z odświeżonym designem i nowymi opcjami. Od kilku miesięcy pracowaliśmy nad tym, aby nowy numer kwartalnika był obszerny i ciekawy. Nasi redaktorzy spisali się na medal. Czekamy na Państwa opinie i uwagi!

NUMER 2 | 22.12.2020

Z radością publikujemy już drugi numer naszego kwartalnika Ways to Go. W tym wydaniu staraliśmy się przybliżyć na tyle, na ile to możliwe informacje o tym, co naprawdę dzieje się w polskich więzieniach oraz przenalizowaliśmy pewne istotne kwestie prawne dotyczące osób pozbawionych wolności, a także porównaliśmy ze sobą różne systemy penitencjarne w Europie.

NUMER 1 | 9.10.2020

Premiera naszego Kwartalnika to dla nas bardzo ważna chwila. Oddajemy w Państwa ręce treści, które są dla nas istotne i którymi pragniemy się podzielić. Mamy nadzieję, że spełnimy naszą misję – wskażemy tytułowe „drogi wyjścia” osobom, które znalazły się na życiowym zakręcie. Pomoc jest bardzo ważna.

Menu