FELIETON – Skazany za biedę

Jakiś czas temu zmieniły się przepisy uprawniające osobę skazaną nieprawomocnym wyrokiem sądu I instancji do składania apelacji w swojej sprawie. To znaczy kodeks postępowania karnego nadal umożliwia każdej ze stron jej złożenie, ale, no właśnie, ta składana przez skazanego powinna zostać podpisana przez adwokata. Ustawodawca przyjął bowiem, że tylko tzw. przymus adwokacko-radcowski będzie gwarantem rzetelnego procesu karnego. Czy rzeczywiście?

Co do zasady, zapewne. Wyobraźmy sobie, że skazany za przestępstwa gospodarcze biznesmen stoi przed wyborem, czy samemu napisać apelację od wyroku, czy powierzyć sprawę trzem (bo tylu może) adwokatom specjalizującym się w sprawach karno-gospodarczych. Oczywiście, wybierze zawodowców i słusznie, bo dzięki ich działaniom może liczyć na właściwe reprezentowanie jego interesu przed sądem, a dla dobra samego postępowania jest to oczywiście również ze wszech miar uzasadnione. Nikt temu nie zaprzeczy.

Wyobraźmy sobie też drugą sytuację. Sąd I Instancji skazuje na karę 5 lat pozbawienia wolności (dotąd siedzącego w areszcie do sprawy) mężczyznę, który w upojeniu alkoholowym, zdaniem sadu, pobił kolegę podczas libacji. Takie, jak to często bywają w środowiskach alkoholowych, przy tzw. maratonach, gdzie pije się coś, co przypomina alkohol, pije się tego bardzo dużo, szybko i przez wiele dni. Znam przypadek, gdy taki skazany obudził się, patrzy kompan, śpi, napił się, zasnął. Obudziła ich, a w zasadzie już tylko jego, interwencja Policji, bo ów kompan od kilku dni nie żył…

Sąd I Instancji bardzo szybko uporał się z materiałem dowodowym, zresztą pan dość szybko się przyznał do pobicia kompana, nie potrafił tylko powiedzieć – dlaczego, wiec pomogli policjanci i podsunęli mu wraz z papierosami, że dlatego, że pokłócili się, kto ma zapłacić za kolejne butelki. Ci sami, co obiecywali, że jak to będzie rozsądne zeznanie, to go prokurator wypuści, bo przecież nie jest mordercą… Inaczej dostanie dożywocie, bo przecież zabił człowieka.

Na sali sądowej pan był pierwszy raz w życiu, język stanął mu kołkiem. Bał się wszystkich i jeszcze te zdjęcia mu ktoś pstrykał. W ogóle, było tyle ludzi, jak na sumie, czy co – myślał, przerażony.

Oczywiście, ten pan, nawet dla swojego dobra, nie będzie potrafił złożyć apelacji. To oczywiste.

Tylko, że ów wykolejeniec życiowy, nie zapuka do kancelarii i nie wynajmie trzech adwokatów, ba – nawet jednego, aby dopełnić zasady przymusu adwokacko-radcowskiego. To niemożliwe. Za co? Chyba nawet na to sam by nie wpadł.

Dobroduszny system prawny i wola ustawodawcy wesprze go jednak dla zagwarantowania rzetelności postępowania i wyrównania szans procesowych stron. Przydzieli mu adwokata z urzędu, jeśli dobry sąd w ogóle się nad tym pochyli (możliwe, że nieszczęśnik nie złoży stosownego wniosku!).

Na planie pojawi się obrońca z urzędu. Biznesmen na Sali obok będzie reprezentowany przez obrońców z wyboru. Podkreślam, to, bo od lat przyglądam się działaniom (ale nie generalizując, bo są wspaniali prawnicy, którzy pełnią te rolę w sposób właściwy) „adwokatów z urzędu” i moje spostrzeżenia są smutne. Myślę teraz tak sobie…, czy Ustawodawca naprawdę wierzył, że obrońca z urzędu zapewni prawo do obrony skazanego na takim samym poziomie zaangażowania, jak obrońca z wyboru? Jeśli tak, to nie mam więcej pytań. Szczególnie, że za swoją urzędową czynność otrzyma wynagrodzenie, i dopiero po zakończonym procesie, i w wysokości, no, delikatnie mówiąc, uwłaczającej i zapewne nie odpowiadającej zaangażowaniu, nakładowi wykonanej pracy ani też skali skomplikowania danego postępowania. O terminach wypłaty należności można by osobną książkę napisać, są skandaliczne.

A zatem – czy biedny nieszczęśliwiec ma zapewnione, naprawdę, takie samo prawo do obrony jak biznesmen? Ale nie ten z opisu wyżej, też bogaty, ale taki, co zasnął na popijawie i gdy się obudził towarzysz zabawy już nie żył. Jak myślicie?

Zniesmaczony Prawem
REKLAMA
Trzecie wydanie czasopisma „PostPenit”, a w nim m.in. wywiad z Prezes Zarządu oraz nowymi Pełnomocnikami Zarządu, a także artykuły poświęcone tematyce psychologicznej i prawnej.

NUMER 6

Drugie wydanie odnowionego czasopisma „PostPenit”, a w nim m.in. wywiad z inspektorem Mariuszem Ciarką, Rzecznikiem Prasowym Komendy Głównej Policji, rozważania na temat rodzicielstwa, omówienie kwestii prawnych związanych z funkcjami kar, felieton „Z sali rozpraw”, o traumie w czasach pandemii i co nieco o przemocy seksualnej.

NUMER 5

Pierwsze wydanie nowej odsłony czasopisma „PostPenit”, które jest połączeniem jego poprzedniej wersji oraz „Ways to Go”. Świeże spojrzenie na tematykę penitencjarystyki.

NUMER 4

Wydanie poświęcone w dużej części ofiarom przestępstw i przyczynom powstawania patologii w rodzinach. Także II edycja Konkursu dla Osadzonych.

NUMER 3

W numerze wywiad z Karoliną Sikorą na temat m. in. skazanych działających pro bono oraz materiały publikacje dotyczące problemu resocjalizacji.

NUMER 2

W numerze kilka tematów poświęconych dzieciom skazanych i wpływie osadzonego rodzica na ich rozwój emocjonalny i społeczny.

NUMER 1

W Państwa ręce oddajemy pierwszy numer gazety kolportowanej wyłącznie na terenie jednostek penitencjarnych z przeznaczeniem dla osób pozbawionych wolności.

– To chyba pierwsza taka inicjatywa w Europie – mówi Izabela Jarczewska, przedstawiciel Stowarzyszenia wydającego czasopismo. – Mam nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem tej specyficznej grupy czytelników i wyrozumiałością Służby Więziennej.

Czasopismo jest bezpłatne, będzie dostępne na oddziałach mieszkalnych, w świetlicach i poczekalniach przy salach widzeń.

Wszelkie prawa zastrzeżone
Menu