Co powstrzymuje nas przed podjęciem terapii?

Wiele mówi się o tym, że problemy o podłożu psychicznym to choroba cywilizacyjna naszych czasów. Młodsze pokolenie jest do tego jak najbardziej przyzwyczajone, natomiast można odnieść wrażenie, że wśród starszego społeczeństwa to temat tabu.

Pierwszym czynnikiem, który może nas powstrzymywać przed podjęciem terapii jest uczucie wstydu – boimy się być stygmatyzowani w jakikolwiek sposób. Ludzie słyną z oceniania i krytykowania zachowań ludzkich. Każdy z nas słyszał kiedyś określenie o kimś: „on ma żółte papiery” – oznacza to w skrócie, że ma kłopoty psychiczne. Jak wcześniej wspominano, zaburzenia natury psychicznej stały się chorobą cywilizacyjną. To smutne, iż ludzie dalej nie dostrzegają tego, jakim problemem jest np. depresja czy nerwica, które dotykają coraz młodsze osoby. Przecież ludzi chorych na raka nikt nie stygmatyzuje, a tych, którzy cierpią w środku już tak.

Uczucie wstydu może wystąpić nie tylko wobec ludzi, którzy będą nas oceniać, lecz przed samym opowiadaniem komuś obcemu o naszych problemach. Jest to dość sprzeczne z naturą ludzką, której mechanizm obronny podpowiada, że powinniśmy poradzić sobie z problemem sami. Zwykle tak bywa u ludzi uzależnionych – występuje czynnik wyparcia, czyli osoba ta myśli, że jego problem jest nieważny i sama sobie z nim poradzi. Niestety wiele przypadków wymyka się spod kontroli i skutkuje tym, że odbija się na innych współmieszkających, a uzależniony często nie dostrzega swojego destrukcyjnego i autodestrukcyjnego zachowania.

Może i jesteśmy skonstruowani tak, że chcemy poradzić sobie sami? Jednak prędzej czy później każdy z nas potrzebuje z kimś porozmawiać, wygadać się. Najczęściej stawiamy w trudnych momentach na jakąś bliską nam osobę (przyjaciela, partnera, rodzica). Pojawia się tutaj pytanie: Jak te osoby zareagują?
Można spotkać się z wieloma reakcjami. Czasami osoba potrzebująca pomocy usłyszy: „nie masz tak źle” czy „inni mają gorzej”.
Z drugiej strony nierzadko jest tak, że my sami sobie tak mówimy, a w cierpieniu nie ma żadnej skali porównawczej, to kwestia indywidualna każdego z nas. Ludzie zwlekają z leczeniem czekają na to, by w ich życiu nastąpiło jakieś znamienne wydarzenie – np. dostaną ataku paniki czy zostaną wyrzuceni z pracy… Zakładają, że jest za wcześnie na to, by iść do specjalisty i prosić o pomoc, że dopiero, gdy wydarzy się coś „większego”, będą mieli wystarczające powody, aby zasięgnąć fachowej porady.

Jak często słyszysz w swojej głowie „ludzie wojnę przeżyli, nie masz najgorzej”? Może i nie jest tak źle, ale zapytaj samego siebie, ile tak naprawdę wysiłku wkładasz w to, żeby „jakoś” funkcjonować? Co robisz, żeby nie upaść na dno?
Czasami zmuszasz się do kolejnej imprezy, żeby tylko nie zawieść przyjaciół, a kiedy nie dajesz rady wymyślasz kolejną wymówkę? Zamiast powiedzieć „hej, zwyczajnie nie czuję się na siłach”? Nie czekajmy z pójściem na terapię, aż życie nam się zawali. Trzeba to zrobić jak najszybciej, by mieć poczucie kontroli, wrażenie, że walczysz i nie toniesz.

Czy największą przeszkodą w pójściu na terapię są pieniądze?

Dla młodszej części społeczeństwa jest to o tyle problematyczne, że muszą je dostać od rodziców, a tam najczęściej słyszymy wyżej wspomniane teksty i wymówki. Co za tym idzie w dorosłym życiu wydaje się, że rzeczywiście może „inni mają gorzej”. Wizyta u psychologa kosztuje około 150/200 złotych, lecz dużo zależy od miasta i lekarza. W miesiącu musielibyśmy wydać około 700/800 złotych, a niestety nie każdy jest w stanie sobie na to pozwolić. Należy brać pod uwagę to, że jeśli idziemy pierwszy raz, możemy nie trafić na dobrego specjalistę.
Trzeba pomyśleć też o tym, czy nie wydajemy pieniędzy na inne rzeczy np. wakacje, imprezy, używki? Czym więc jest taki wydatek na „leki od bólu życiowego”, żeby mieć większą kontrolę nad własnymi emocjami i zacząć w końcu czerpać radość ze spotkań towarzyskich? Wakacje nas nie wyleczą, co najwyżej zapomnimy na chwilę o problemach. Wydatek na terapię zaś może nam zapewnić życie, które przyniesie nam radość i satysfakcję.

Jest jeszcze dużo innych wymówek – np. mogę pogadać z przyjaciółką, już raz byłam na terapii i mi wystarczy, samo przejdzie, muszę wziąć się w garść itd. Jednak te opisane wyżej są takie podstawowe, których każdy się boi. Jedno jest pewne – nie warto przejmować się ludźmi. Najlepszym rozwiązaniem jest pójście na terapię i po prostu żyć, żeby każdy z nas mógł powiedzieć „hej, życie nie jest takie złe”. Życie nie składa się wyłącznie z dręczących i przykrych myśli oraz negatywnych emocji. Są one naszą częścią, ale powinniśmy pamiętać, że możemy żyć inaczej – pozytywniej. Zdrowie psychiczne jest równie ważne, co zdrowie fizyczne. Skoro nasz organizm może chorować, to dlaczego nie mogłoby to dotyczyć także naszego mózgu i psychiki?

Klaudia Drob
Trzecie wydanie czasopisma „PostPenit”, a w nim m.in. wywiad z Prezes Zarządu oraz nowymi Pełnomocnikami Zarządu, a także artykuły poświęcone tematyce psychologicznej i prawnej.

NUMER 6

Drugie wydanie odnowionego czasopisma „PostPenit”, a w nim m.in. wywiad z inspektorem Mariuszem Ciarką, Rzecznikiem Prasowym Komendy Głównej Policji, rozważania na temat rodzicielstwa, omówienie kwestii prawnych związanych z funkcjami kar, felieton „Z sali rozpraw”, o traumie w czasach pandemii i co nieco o przemocy seksualnej.

NUMER 5

Pierwsze wydanie nowej odsłony czasopisma „PostPenit”, które jest połączeniem jego poprzedniej wersji oraz „Ways to Go”. Świeże spojrzenie na tematykę penitencjarystyki.

NUMER 4

Wydanie poświęcone w dużej części ofiarom przestępstw i przyczynom powstawania patologii w rodzinach. Także II edycja Konkursu dla Osadzonych.

NUMER 3

W numerze wywiad z Karoliną Sikorą na temat m. in. skazanych działających pro bono oraz materiały publikacje dotyczące problemu resocjalizacji.

NUMER 2

W numerze kilka tematów poświęconych dzieciom skazanych i wpływie osadzonego rodzica na ich rozwój emocjonalny i społeczny.

NUMER 1

W Państwa ręce oddajemy pierwszy numer gazety kolportowanej wyłącznie na terenie jednostek penitencjarnych z przeznaczeniem dla osób pozbawionych wolności.

– To chyba pierwsza taka inicjatywa w Europie – mówi Izabela Jarczewska, przedstawiciel Stowarzyszenia wydającego czasopismo. – Mam nadzieję, że spotka się z zainteresowaniem tej specyficznej grupy czytelników i wyrozumiałością Służby Więziennej.

Czasopismo jest bezpłatne, będzie dostępne na oddziałach mieszkalnych, w świetlicach i poczekalniach przy salach widzeń.

Wszelkie prawa zastrzeżone
Menu